Cześć :) dziś o Avonowym tuszu - dziwaku. Mam go dzięki Glossy Box, ja sama bardzo sporadycznie kupuję kosmetyki Avonu.
Tutaj słynna szczoteczka, czasem nadmiar nie jest tak idealnie zebrany i zostaje na niektórych włoskach więcej tuszu. Sam w sobie tusz jest dobry, ma ładny kolor, nie kruszy się i nie rozmazuje, ale szczoteczka to już inna historia. Nakładanie tuszu w takiej pozycji po prostu mnie denerwuje, jestem przyzwyczajona robić to mając rękę z boku. Przez co często się brudzę na około, a gdy wyżej już wspomniany nadmiar tuszu nie zostanie dokładnie zebrany przez drugą część opakowania, muszę czasem rozczesywać rzęsy dodatkową szczoteczką, bo inaczej miałabym je ohydnie posklejane.
Tutaj zdjęcia rzęs bez tuszu, z jedną warstwą i wersja gdzie są już wykończone tak, jak powinny. Wybaczcie jakość, wciąż mam problemy ze zrobieniem sobie samej zdjęć oczu i ust.
Jak widać efekty daje niezłe, ale samo nakładanie tak mnie zniechęciło, że poużywałam go przez miesiąc, a później powędrował w ręce mojej mamy. Dla mnie taki sposób aplikacji to po prostu strata czasu, rano chcę się szybko pomalować i lecieć, a tutaj malowanie rzęs zajmuje mi dłużej i muszę jeszcze robić poprawki patyczkiem na powiekach. A Wy skusiłyście się na niego? Czy może kompletnie Was nie przekonuje taka szczoteczka?
Jutro Walentynki, więc mam nadzieję, że spędzicie je w najlepszy z możliwych wg Was sposobów :)